Ostatnie miesiące były wypełnione tyloma wydarzeniami, że nie miałam czasu na spokojne pisanie. Spokój. No właśnie nie może być wieczny 🤔, przynajmniej w tym życiu 👍

Czekamy na Święta Wielkanocne, a ja wspominam dziś Boże Narodzenie, bo to pierwsze Święta poza Polską i z dala od bliskich, przyjaciół i znajomych 😐 tylko nasza trójka i...

No właśnie 👀...pare godzin dziennego światła, silne wiatry od czasu do czasu, mało śniegu jak na wyobrażenie o skandynawskiej zimie i mało mrozu, co nam akurat nie przeszkadzało. I wiecie co... Nie było źle.

Potrawy świąteczne, tradycyjne były. Śpiewanie kolęd było. Łamanie się chlebem, z braku opłatka, było. Prezenty pod choinką też były. Jak dzieci w przedszkolu losowaliśmy karteczkę z imieniem osoby, której potem robiliśmy prezent w ustalonej kwocie. Wyglądało to komicznie, bo kilka razy wyciągaliśmy los ze swoim imieniem. Kiedy wreszcie udało się, obietnica, że nie zdradzamy kto kogo wylosował, przetrwała tylko czas w aucie w drodze do centrum handlowego. Zaraz po haśle : "Rozejść się do sklepów na łowy, zbiórka za godzinę", ruszyły w ruch smsy. Syna do mnie, co bym chciała dostać, bo on nie wie i w sumie za mało dostał kasy... Marka do mnie czy ciapki marki NASA dla młodego to dobry prezent i że on nie chce żadnych koszul, jak coś to mogą być słuchawki...itd. 😂😜 Tak więc po tym jak każdy wybrał sobie prezent dla siebie, a ja go nawet przymierzyłam 😁😉 w tajemnicy, po czym dałam od niechcenia cynk młodemu, że odłożony przy kasie, trzeba tylko zapłacić... Wróciliśmy do domu, oczywiście z tajemniczymi minami, ściskając pakunki, żeby nikt nie zobaczył co w nich jest.😀 No jak przedszkolaki...🤦‍♀️

Polecam takie kupowanie z przymrużeniem oka, bo to dużo fajniejsze niż, np. ścieranie kurzy. Choć to też było, ale jak człowiek wyluzowany, to nawet obowiązki nielubiane stają się mniej przykre. Ubieranie choinki w tym roku spadło na Marka. Wczuł się w rolę i na poważnie zastosował do wszystkiego co w tym temacie uczyłam go przez ostatnie 25 lat. Nie miałam żadnych uwag, nawet pomyślałam, że stało się, uczeń przerósł mistrza. Choinka była przepiękna. Oczywiście do samego sufitu, bo innych mój mąż nie uznaje 😉, nie wnikam czemu, uznając to za fakt bezdyskusyjny. Nawet przyuwazylam, że moim zwyczajem przewieszał bombki, które młody powiesił nie tam gdzie powinien. Jego zdaniem.

Taaak... Nie myślałam, że takie dziwadztwa, aż tak śmiesznie wyglądają z boku. No bo w końcu co liczy się bardziej : wspólne ubieranie, jak komu się podoba, czy zamierzony przez lidera, perfekcyjny efekt końcowy? 😔
Ok. To drugie. 🤦‍♀️ Ale ja udam, że tego nie powiedziałam i nie wiem skąd to tu się wzięło... 🙊 Tak czy inaczej... PACHNIAŁO LASEM ❤️, a humory dopisywały na przekór wszystkiemu.

Stół pięknie nakryłam, udekorowałam dom, można było zaczynać. I wiecie co, moi faceci bez żadnych metod wymuszajaco-szantażujących, które od lat muszę stosować, pojawili się przy stole w pieknie wyprasowanych koszulach i krawatach! To już było za dużo szczęścia...musiałam uronić łzę wzruszenia... Tradycji stało się zadość, bo zawsze popłakuję sobie przy takich tam różnych okazjach. Młody bez gadania przeczytał odpowiedni fragment Biblii...z telefonu komórkowego, ale nieważne skąd...wzruszylam się po raz drugi. No i to dzielenie się chlebem... Było naprawdę uroczyście i cudownie ❤️

Za to przy prezentach było śmiechu do łez (znowu łzy 😙), bo nasze udawane zdziwienie i pianie z zachwytu, dałoby nam z pewnością angaż u nie jednego reżysera. No scenka żywcem z teatru. Najśmieszniejsze, że okazało się, że te ciapki z NASA, to jakiś hit roku i młody był szczerze pod wrażeniem, że my staruszkowie jesteśmy w temacie i na czasie 😂👍 Przez myśl nie przeszłoby nam, że to znana marka. Ot, fajna, a nawet śmieszna nazwa jak na filcowe ciapy. Oczywiście musieliśmy zapoznać się z całą kolekcją bluz z NASA  w cenie, o której nie ma nawet sensu wspominać, tak są kosmiczne. I do tych ciapków absolutnie nie pasują. To stwierdziliśmy jednogłośnie, my staruszkowie 🧙‍♀️🧙‍♂️

Nie wiem czy jedzenie faktycznie było smaczne, czy po prostu chcieli osuszyć moje łzy, ale chwalili i chwalili i nachwalić się nie mogli, że wszystko prima sort, mniam i w ogóle... Potem okazało się, że chcieli zawłaszczyć salon i TV na pół nocy, żeby obejrzeć wszystkie odcinki Wiedźmina. Tym razem przytomnie wybiłam im to z głowy. Wiedźmina obejrzeliśmy czekając w naszych polach na Nowy Rok. I było warto, tak na marginesie mówiąc, rewelka. Wytrzymałam całe 8 chyba odcinków z zapartym tchem. Powinni Sapkowskiemu zapłacić trzy razy więcej, niż mu zapłacili. Nie ważne ile to.

Wieczór w przeddzień Bożego Narodzenia upłynął nam przy świecach, kolędach, wspomnieniach i opowieściach. Były też foty dla ewentualnych wnuków z przyszłości, żeby wiedzieli, jak to dziadek z babcią spędzili swoje pierwsze w życiu święta w obcym kraju.

Nie ważne gdzie, ważne z kim. Zapamiętajcie to! Nie mury domu, nie miejsce czy sprzęty liczą się w życiu, tylko ludzie, których mamy obok siebie 💕 W te święta, choć nie w komplecie, to i tak mieliśmy dużo szczęścia i radości z bycia ze sobą. 




Tu nie ma wielu świateł na zewnątrz, za to w i przy domach jest mnóstwo. Punktowe, delikatne, rozproszone światełka w każdym oknie domu to jest coś, co czyni czas świąt Bożego Narodzenia ✨ jeszcze bardziej magicznym. Dla nas te dwa tygodnie mimo wszystko takie były. To ludzie, nie miejsca tworzą atmosferę.








Dobrze wspominać ten czas ✨❤️bycia ze sobą, gdy za oknem ciemno, zimno, a w sercu wiosna. Po prostu. 













Komentarze

Popularne posty