Pożegnanie z zawodem nie wypaliło 👩‍🏫 Jestem w szoku za każdym razem, gdy odkrywam coś nowego. 😁 Co innego czytać o skandynawskim systemie nauczania, a co innego znaleźć się w nim. 😳 To są dwa światy.

Zawsze chciałam być kurą domową. Zawsze słyszałam, że w moim przypadku to nie jest możliwe, bo gryzie się z moją osobowością. Myślałam sobie wtedy, że mówcie co chcecie, ja wiem swoje, znam siebie lepiej. Czy to dziwne zrządzenie losu, czy to przypadek, nie wiem, ale kurą domową nie dane mi być. Od początku roku podpisałam z tutejszą gminą umowę o pracę jako nauczyciel zastępczy na cały semestr. Co się okazuje? Taka forma pracy jest w Skandynawii powszechna w różnych zawodach. Są tego plusy i minusy. Dla mnie to idealny układ, bo idę na zastępstwo kiedy chcę, na jak długo chcę I gdzie chcę. Szkolę język w praktyce, poznaję organizację, metody, uczniów, budynki i kadrę. Idealna sprawa. I co ważne, znów dzieje się coś nowego i ciekawego.

Niestety nie będzie póki co zdjęć, bo jest zakaz fotografowania w szkole. To co chciałabym, żebyście zobaczyli to plan budynków. Zwykle jest ich kilka albo oddzielnych, albo z łącznikami, tutaj są parterowe lub z jednym piętrem. To nie jest przypadkowe, a służy poszczególnym rocznikom do stworzenia dla nich optymalnie dobrych warunków i dopasowanego do wieku otoczenia. Fajnie, gdy klasy młodsze nie przepychają się wśród starszej młodzieży na korytarzu, który jest jeden, wspólny dla wszystkich i na którym robi się głośno gdy dzwonki oznajmią przerwę. Tu dzwonki nie dzwonią co 45 min i tak, że umarłego stawiają na nogi. Dzwonek jest delikatny, na ogół oznacza, że za 5 min zacznie się lekcja. Dzieci bez względu na pogodę spędzają przerwy na powietrzu. Biegają, wspinają się, tańczą przy muzyce z głośników, którą puszcza im nauczyciel, taplają się w błocie. Szaleją na całego, za to potem na lekcji są grzeczne i ciche.

Po szkole chodzi się boso lub w skarpetach. Przy drzwiach wejściowych jest pełno butów. I koszyki na komórki, które odbiera się dopiero po wszystkich lekcjach. Nikt tego nie pilnuje, zatem nikomu do głowy nie przychodzi, żeby kraść. Nauczyciele zwykle zakładają zmienne obuwie, ale są i tacy, co wolą być bez butów. Wszyscy ubrani są w wygodne stroje, najczęściej spodnie. W korytarzach są gumowce i sztormiaki, gdyby ktoś nie miał własnego kombinezonu na deszcz i błoto. Bez względu na to jak bardzo utaplają się w kałużach, a widziałam, że niektórzy wręcz w nich pływali żabką, do klasy wracają czyści i nie przemoczeni, za to bardzo szczęśliwi. Najdłuższa przerwa jest przed obiadem, który tu jest dla wszystkich za darmo. Tak samo jak przybory szkolne, książki, czy wycieczki. Nie ma żadnych wyprawek, dofinansowań, itp. Państwo za wszystko płaci. Za jedzenie też.

Stołówki, to oddzielne skrzydło, albo budynek. Przed wejściem, zauważyłam, że dzieci mają nawyk mycia rąk, bez przypominania. Pełno jest toalet, umywalek. Potem ustawiają się spokojnie w kolejce do "szwedzkiego stołu". Jedzenie jest pyszne i różnorodne. Są dania dla wegetarian, cukrzyków, czy innych. Zawsze są owoce, a do picia woda lub mleko z automatów. Rybę, mięso popijają najczęściej mlekiem. Jest dużo różnorodnych warzyw i surówek. Nie ma mowy, żeby ktoś zachowywał się głośno, wpychał do kolejki, szturchał drugiego lub głośno zachowywał. Nauczyciele siadają przy stolikach z dziećmi, to okazja do pogawędki o sposobie odżywiania i komponowaniu posiłków. Tak jest w zaleceniu, ale oczywiście przymusu nie ma.

Uczniowie mówią do nauczycieli po imieniu. Po wejściu do swojego skrzydła szkoły, zdejmują wierzchnie ubrania i buty w "przedsionku-szatni". Ustawiają się w dwa ogonki przed panią, która prosi, żeby się wyciszyły i zostawiły emocje, bo teraz czas na skupienie, zaczyna się lekcja. Podoba mi się metoda "kciuk w górę" kiedy jesteś gotowy na wejście do klasy. Jedno dziecko potrzebuje więcej czasu na wyciszenie, inne mniej, ale prędzej czy później wszystkie kciuki pójdą w górę. Czas jest dla ludzi, a nie ludzie dla czasu, więc tutaj nikt nie stawia go na pierwszym miejscu, NIE SPIESZY SIE👍To pani decyduje czy faktycznie można wpuścić ucznia do klasy. W przypadku starszych klas nie ma tego, bo oni są wyjątkowo przećwiczeniu i poważni. Nie widziałam, żeby było inaczej, co nie znaczy, że nie jest.  Mówię o swoim doświadczeniu. I mogę stwierdzić, że fajnie współpracuje się z dziećmi, så otwarte, ale nie wścibskie. Raczej nie dekoncentruje się uczniów "pogaduszkami".


Lekcje trwają po 60 min. W trakcie uczeń może bez pytania iść do toalety, te są obok sali, wolno mi wiercić się, leżeć czy siedzieć na ławce jeśli tak mu wygodniej, ale nie wolno mi gadać i przeszkadzać. Starsi uczniowie mają słuchawki i czapki na głowach, popijają wodę lub mleko podczas lekcji, a gdy skończą zadanie wcześniej przenoszą się na sofy lub fotele z iPad, na którym są gry edukacyjne. Każdy uczeń ma laptopa w swoim biurku. Te biurka są pojedyncze, mają uchylne blaty, pod którymi mieszczą się ich książki, przybory, osobiste drobiazgi. Mogą tez wziąć książkę z półki i sobie czytać. Młodsze pozostają na miejscach i oglądają film na rzutniku. Najczęściej o ekologii, klimacie, śmieciach. Ostatnio w kl.1 oglądali film o Koronowirusie. Cały czas jest cicho jak makiem zasiał. Młodszym trzeba mówić :"ciiiiii", bo zapominają się co trochę, ale to wystarczy. Zadania nie tyle mają na celu przekazać wiedzę, ile nauczyć koncentracji i samodzielnej pracy. Dopiero starsi mają zadania sprawdzające wiedzę. Ona jest z różnych przedmiotów. Pracują w swoim tempie, z ćwiczeniówka i kartami pracy. Traktują to na miarę swoich możliwości. Wszyscy mają szansę nauczyć się tego samego, ale nie wszyscy z tego korzystają i jest ok, to ich wybór. Po prostu nie będą kiedyś robić operacji na otwartym sercu. Nie ma tu stopni. Pod koniec roku zdaje się, zdaje się z wyróżnieniem i zdaje się ze szczególnym wyróżnieniem. Tak, to są "oceny".

Pod koniec roku piszą testy sprawdzające ich wiedzę. To sygnał, w którym kierunku zmierza ich przyszłość i jak do niej są przygotowani. Tyle. Co z tym dalej zrobią, decydują sami, z rodzicami, doradca zawodowym... To jakby nie jest w gestii nauczyciela. Nie komentuje się, po prostu jeden jest taki, drugi inny, wszyscy są równi i ważni, ale wiadomo, że nie będą robić tego samego. Na pewno nie będą wszyscy pseudo magistrami, tylko dla faktu, że to ładnie brzmi. Tu nie brzmi to w ogóle, bo nie jest tytuł ważny, tylko człowiek.

Obowiązek nauki jest do 16 roku życia. Dalej idą do szkół tylko ci, którzy chcą. Zwykle prawie wszyscy. 

W klasie jest kilku nauczycieli i pomocników. W 35 osobowych - 4, w 10 -2. Podczas pracy często jedna pani zabiera cześć dzieci do sali obok, często, gdy wszyscy oglądają film, to panie biorą po kolei dzieciaki do pracy indywidualnej, które czego potrzebuje, to dostaje. Cały czas ktoś gdzieś się przemieszcza, chodzi, ale jest spokój i cisza. Gdy nauczyciele zauważą, że któreś zaczyna przeszkadzać, podchodzi pani i robi mu krótki masaż rozluźniający ramion lub głowy. Dziecko szybko uspokaja się i może dalej pracować. Zawsze w klasie jest po naszemu "ośla ławka", dla tych co nawet masaż nie pomoże. To odizolowane od reszty klasy miejsce. Stale ktoś tam siedzi.

I to jest dowód, że to szkoła z urwisami, a nie raj na ziemi.

Na zakonczenie tak sobie myślę... 🤔
Dlaczego nie 🙅...wprowadzić niektórych rzeczy w polskich szkołach, szczególnie tych co wyciszają, a ostre, niemiłe dzwonki zastąpić delikatnym sygnałem, a dzieciom pozwalać wyszaleć się na przerwach... Ok...zagalopowalam się... BHP stoi na straży... No i chodzenie boso?!?! 😮 Nie przejdzie. 😉 O braku ocen nawet nie marzę! 🤨 🤭

To inna rzeczywistość 🔒🗝️ Każdy kształtuje ją wedle swojego rozumu.



Do potem kochani 😘        Dlaczego 🙅 nie? 💕 😊👍      Milej niedzieli. 



Komentarze

Popularne posty